#

Indie po raz szósty. I ciągle nam mało…

To kraj, który zauroczył nas od pierwszego spotkania – 15 lat temu. Indie jednych fascynują, innych przerażają już przy pierwszym zetknięciu.

W jednym miejscu splatają się tu skrajna bieda i niesamowite bogactwo. Przed eleganckim hotelem czy restauracją, do których podjeżdżają luksusowe limuzyny, można zobaczyć człowieka, który zmarł z biedy i zaniedbania… i nikt nie zwraca na to uwagi. Taka karma.

Indie porażają bałaganem, brudem i harmidrem, a z drugiej strony fascynują tradycjami, lokalnym kolorytem, bajkowymi pałacami, kolorowymi strojami, świątyniami obsypanymi złotem i potężnymi fortami dawnych władców – pełnymi przepychu i bogactwa.

W każdym zakątku tego kraju, na ulicach pomiędzy kramami, tuk-tukami i samochodami, przechadzają się „święte krowy”, próbując wygrzebać coś do jedzenia ze śmietnika.

Indie to kraina wyjątkowych świąt i ceremonii. Na każdym niemal kroku można natknąć się na wesele czy religijną uroczystość – radosną, huczną i kolorową. Zaproszenie przypadkowego przechodnia (szczególnie białego) do udziału w weselu to tutaj nic niezwykłego.

Jedni chcieliby tu zostać na dłużej (tak jak my), inni najchętniej uciekaliby stąd jak najszybciej... Spotkaliśmy kiedyś parę, która przez trzy dni nie wychodziła z hotelu – Indie ich po prostu przerosły. My za każdym razem, gdy przychodzi dzień powrotu do domu, tęsknimy za tym krajem.

Do Indii wracamy co jakiś czas – tym razem to już nasza szósta podróż do tego magicznego kraju. Za każdym razem odkrywamy nowe – znane i nieznane – miejsca. Bo w Indiach nigdy nie zabraknie piękna, koloru i niesamowitości… nawet przy setnej podróży.