Jamajka bez filtrów – nasze zderzenie z rzeczywistością
Niestety zabytków „prawie brak”, infrastruktury turystycznej i gastronomicznej – takiej jak restauracyjki, bary, miejsca, gdzie można spotkać innych podróżników – „brak”, a może my ich nie znaleźliśmy…

Pod tym kątem Jamajka nas zaskoczyła… jest to zdecydowanie kraj biedny, ale jeśli chodzi o turystykę, to nastawiony w 100% na turystów, którzy przylatują i zatrzymują się w resorcie All Inclusive, z prywatną plażą i wszystkim podanym na tacy.
Większa część to enklawy, skupiające kilka resortów obok siebie, nawet z jakimiś, niby lokalnymi knajpkami, płatnymi ekstra. Niestety wszystko szczelnie ogrodzone, tak że aby dostać się z zewnątrz do środka bez rezerwacji hotelu, po prostu nie zostaniemy wpuszczeni.

Niestety nawet w miejscach wydawałoby się mocno turystycznych, jak np. Ocho Rios, Falmouth, Montego Bay, Negril… gdzie znajdują się międzynarodowe, eleganckie resorty i gdzie dopływają statki wycieczkowe, nie znajdziemy nawet „w miasteczku” lokalnych restauracyjek, barów czy innego miejsca, gdzie turysta mógłby przysiąść.
Restauracyjek, gdzie przesiadują lokalni, też prawie nie ma… poza jakimiś lokalnymi spelunkami, gdzie tak naprawdę, poza rumem i „ziołem”, i może jeszcze czymś innym, raczej nic innego nie dostaniemy.



Wieczorami oblegane są jedynie KFC i Pizza Hut… gdzie trzeba odstać dość długą kolejkę… samochodem kolejka to często minimum 1 godzina stania. Mamy wrażenie, że rodzinne wyjście do restauracji to w całym kraju właśnie KFC.
Przejechaliśmy niemal całą wyspę i turystów jak na lekarstwo, a ci, których można spotkać przy niewielu atrakcjach, przywożeni są busami z naklejkami nazw resortów lub statków wycieczkowych. Widać na każdym kroku, że turyści, którzy tutaj przybywają, to typowi „wczasowicze All Inclusive”.

Jamajka jest biedna, nie podlega to dyskusji… wioski, miasteczka, nawet miejsca tuż poza resortami są mocno zaniedbane i zniszczone… i nie jest to na pewno spowodowane ostatnim huraganem (chociaż wiele tak), bo widać, że wszystko wali się od lat…


Z góry widać, że wszystko ustawione jest pod turystę z USA, który poza resort nie wystawi nawet nosa.
Ceny związane z turystyką są „z kosmosu”, jak na ten region świata… pamiątki, które powinny kosztować 20–30 USD (podobne jak w Meksyku, Gwatemali, Dominikanie itp.), tutaj ceny wywindowane są 5–10 razy wyżej i nawet po mocnym targowaniu się cena nadal jest mocno przesadzona.
Wstępy do miejsc turystycznych – również bardzo wysokie ceny, jak na tę część świata… każdy wstęp to 25–40 USD/osoba.

Jamajka to nasz 110. kraj świata… Na pewno nie żałujemy, że tutaj przylecieliśmy, bo mimo wszystko udało nam się zobaczyć to, co chcieliśmy, odwiedzając np. wioskę, w której urodził się Bob Marley… ale czy kiedyś jeszcze tutaj wrócimy… trudno powiedzieć.

Podsumowując:
– jeśli nie jesteś zapalonym fanem muzyki reggae i Boba Marleya, lub nie jesteś turystą kochającym wypoczynek w resorcie All Inclusive, lub podróżnikiem pragnącym odwiedzić wszystkie państwa świata,
to tak naprawdę Jamajka ma niewiele więcej do zaoferowania…

To są oczywiście nasze osobiste odczucia, ale każdy ma prawo do swoich własnych – i dlatego najlepiej sprawdzić to samemu…
